Strach zmusza nas do ucieczki,

ból zamyka serca,

a wstyd usta.

 

To bez wątpienia najtrudniejszy fragment mnie samej, jaki ukazał się do tej pory na mojej stronie.

I tak szczerze do ostatniej chwili wahałam się, czy powinnam to robić, czy chcę to zrobić. Ale chciałabym, abyśmy zdobywały się na odwagę i zaczęły odsłaniać mroczne miejsca w nas samych, abyśmy zaczęły zapalać światło pośród mroku. Pracując z kobietami w temacie macierzyństwa bardzo szybko dostrzegłam, jak bardzo te obszary okryte są zmową milczenia, lękiem i wstydem właśnie.

Jedna mała uwaga! Dzielenie się swoją historią jest bez wątpienia aktem odwagi, ale to oznacza, że mamy dzielić się naszą historią z każdą napotkaną osobą, wręcz przeciwnie, z osobami, które zasłużyły na to, aby ją usłyszeć, do których mamy zaufanie. Z pełną uważnością na to, dlaczego ro robimy.

Ja opowiem Ci moją historię głównie dlatego, że wiem, że skoro ja tego doświadczyłam to gdzieś tam, jest ktoś kto ma podobne doświadczenia (nie muszą być takie same) i gdzieś tam jest ktoś kto potrzebuje usłyszeć, że nie jest sam. Tak, jak ja kiedyś tego potrzebowałam.

Dzisiaj podzielę się sobą. Moim mrokiem. Właśnie dzisiaj startuje bezpłatny 7-dniowy cykl macierzyństwo i wstyd. Cykl niezmiernie dla mnie ważny, bo dotykający głęboko minionych i aktualnych wydarzeń w moim osobistym życiu, jak i zawodowym. Przez 7 dni na łamach fanpage Wędrująca z wilkami będę dzielić się wiedzą, praktyką i historiami o odwadze, wstydzie i macierzyństwie.

Jak to wszystko się zaczęło?

Na 7 dni przed moją 18 trafiłam na oddział ginekologiczny. Wykryto u  mnie guza tajemniczego pochodzenia. Byłam wtedy młodą dziewczyną, w trudnym okresie swojego życia, nieakceptująca tego, jak wyglądam i bez świadomości tego, kim jest tak naprawdę. Szukałam swojej drogi, siebie.

Po 3 dniach pobytu w szpitalu zostałam skierowana na kolejne badanie:

Pielęgniarka powiedziała, że mam zejść na badanie w samym szlafroku, bez bielizny. Stałam chyba kilka minut zastanawiając się nad jej słowami: „jak mam zejść bez bielizny dwa piętra niżej i czekać na wejście na badanie, kiedy mam okres?”

Nie zrobiłam tego.

Zeszłam na dół i czekałam aż otworzą się drzwi. Kiedy w końcu to się stało, ku mojemu wielkiemu zdziwieniu, oprócz pielęgniarki i lekarza prowadzącego, byli również studenci medycyny (5 młodych mężczyzn, choć teraz z perspektywy wieku napisałabym „pięciu młodych chłopców”). Trochę zdziwiona i speszona weszłam do sali.

– Zdejmij szlafrok- powiedziała.

WSTYD.

Cicho wyszeptałam jej, że mam bieliznę, bo mam okres. Na to ona nie zważając na mój ściszony głos- „przecież mówiłam, że bez bielizny. Proszę wejść za parawan”.

WSTYD.

Do badania musiałam wyjść całkiem naga.

Ja, sześciu mężczyzn i pielęgniarka.

WSTYD.

I całkiem od niechcenia rzucona zdanie w trakcie badania: „nie będziesz mieć dzieci”.

WSTYD.

Nie pamiętaj, jak stamtąd wyszłam i nie chcę opisywać dokładnie badania, bo i tak czułam się wtedy odarta z wszystkiego. Moje ciało wystawione na widok publiczny, przestało być moje i wstyd z nim związany na długie lata zawiązali pakt. Jeśli kiedyś wstydziłaś się swego ciała to chyba z łatwością jesteś w stanie sobie wyobrazić, co może czuć młoda dziewczyna w takiej sytuacji. Ja czułam wtedy wszystko z podwojoną siłą: złość, ból, rozgoryczenie, niechęć i ten nieustępujący WSTYD.

Nikt nie zapytał się o moją zgodę (nikt nie zapytał się o zgodę moich rodziców, byłam wtedy niepełnoletnia). Nie przyszło mi, wtedy do głowy, że mam PRAWO POWIEDZIEĆ „NIE”. Bardzo długo żyłam z przeświadczeniem, że „to, co się stało to przecież normalne, bo to lekarze i nie powinnam tak się czuć” (wstyd mówił: coś z Tobą nie tak).

Przez długie lata nie powiedziałam o tym nikomu. To milczenie miało wiele konsekwencji i płaciłam za nie bardzo długo, cały czas czując, że to kim jestem nie wystarcza.

Wstyd ma swoja dwa ulubione obszary: ciało i macierzyństwo. Tak zaczęła się moja droga…

18 lat później, kiedy obudziłam się w marcowy, sobotni poranek po prostu widziałam, że mam w sobie nowe życie. Nie jestem w stanie tego wyjaśnić.

Wiedziałam, czułam.

Tak samo, jak wiedziałam, że będzie to chłopiec.

Jednak nie wiedziałam, że krok od tej wiedzy czeka mnie przepaść, bo to, jakby nagle cały świat postanowił zrobić wszystko, aby zabrać to, co już tak bardzo zdążyłaś pokochać. Nie wiedziałam, nie czułam, nie przewidziałam, że coś może być nie tak.

Lekarz powiedział: „jeśli będzie wszystko dobrze to nie będę dzwonił”. Jednak dobrze nie było i jego numer pojawił się późnym wieczorem w moim telefonie.

Potem poszło lawinowo… aż usłyszałam te dwa słowa: Zespół Edwardsa. Słowa, których żadnych matka nigdy nie powinna usłyszeć.

Bo nie ma takich słów, którymi można wyrazić, co czuje kobieta, kiedy słyszy, że jej dziecko może nie dożyć roku.

Badania, amniopunkcja, czekanie, czekanie, czekanie….

Nie pamiętam bardziej mrocznego czasu w moim życiu, niż te ostatnie kilka miesięcy. Miesięcy w lęku, niepewności, łzach, ale też próbach podnoszenia się z kolan. Bo kiedy było już bardzo źle i nie miałam siły się podnieść, podjęłam decyzję, że bez względu na to, jak zakończy się ta historia, chcę cieszyć się każdą daną nam chwilą. Bardzo chciałam pokazać mojemu małemu chłopczykowi, jak to jest wybierać piękne i odważne życie.

I choć musiałam zrezygnować z wielu zawodowych i osobistych planów i marzeń, w tym także z wędrówek, to starałam się iść dalej drogą, którą wybrałam. Upadam na tej drodze cały czas, ale to nie ma żadnego znaczenia.

Kiedy po raz kolejny zadzwonił telefon… czas się zatrzymał. Dowiedziałam się, że badania nie potwierdziły przypuszczeń lekarzy- mój synek jest zdrowy, będzie żył, będzie z nami.

Dzielę się z Tobą moją historią, żebyś pamiętała, że w każdym, nawet najciemniejszym mroku, możemy odnaleźć światło.

I jeśli już je odnajdziesz to trzymaj się go kurczowo, jakby od tego zależało całe Twoje życie.

Bo wybór siebie w świecie, w którym z każdej strony mówi się nam, jakie powinnyśmy być, co robić, jak wyglądać, jest zdecydowanie AKTEM ODWAGI.

Jest jeszcze jeden powód, dla którego opowiadam Ci o własnych doświadczeniach. Prawie każdego dnia na swojej prywatnej i zawodowej drodze spotykamy kobiety, które uginają się pod presją oczekiwań, wymagań, lęków i historii, które opowiada im wstyd.

To kobiety, które słyszą:

-Już czas pomyśleć o dziecku.


-W tym wieku już powinnaś być mamą.


-Pomyślałabyś o dziecku, a nie tylko o bzdurach.


-Znalazłabyś sobie męża, a nie biegała z psami (to ja słyszałam)


-Będziesz żałować.


-Jesteś już za stara na dziecko.


-Nie nadajesz się na matkę // Nie poradzisz sobie, jako matka.


-Matka powinna się dzieckiem zajmować, a nie… (możecie wpisać, co tylko chcecie).

 

Tak sobie myślę, że to nawet zadziwiające, że inni wiedzą lepiej, co będzie dla nas dobre, a co nie. Że inni roszczą sobie prawo do decydowania o wyglądzie i jakości czyjegoś życia.  W ogóle pomijając fakt, jak bardzo delikatna jest to kwestia. W pełni pomijając fakt, że za każdą osobą kryje się jakaś historia.

Macierzyństwo nierozerwalnie wiąże się ze wstydem. I jak pokazują powyższe „dobre rady”, nie musisz być mamą, aby doświadczać wstydu macierzyństwa.

I czasami mam taką cichą nadzieję, że zanim otworzymy usta, zastanowimy się dwa razy, co chcemy powiedzieć. Czy chcemy narzucić innym naszą prawdę? Czy może jesteśmy faktycznie ciekawi tego, czego pragnie ten drugi człowiek i jaka jest jego historia? I z pełną akceptacją i otwartością zechcemy ją wysłuchać. Lub przynajmniej przyjmiemy ten margines, że może być zupełnie inna od naszej. Inna, nie znaczy gorsza.

I tak patrząc wstecz na historie kobiet, które miałam zaszczyt usłyszeć. I tak patrząc wstecz na tygodnie i miesiące mojej ciąży, to widzę więcej lęku i niepewności, niż radości.

To historie kobiet, które…
…straciły dziecko i boją się zajść ponownie w ciążę lub boją się, że już dziecka mieć nie będą
…zmagały się z wielkim lękiem w trakcie ciąży i początków macierzyństwa
….boją się, jakimi będą matkami i co przekażą swoim dzieciom
…nie wiedzą, czy chcą być mamami i nie potrafią poradzić sobie z presją otoczenia
….nie odnajdują się w roli matki lub nie radzą sobie z emocjami w wychowywaniu dzieci
…zmagają się z niepłodnością

Wiele kobiet, wiele różnych historii. To, co je łączy to WSTYD i MACIERZYŃSTWO, ale też odwaga. Pozwól, że powtórzę: dzielenie się swoją historią jest aktem odwagi. Zwłaszcza wtedy, gdy mówimy coś, czego inni nie chcą słyszeć. Zwłaszcza wtedy, gdy odsłaniamy swoje czułe miejsca i słabości.

I te kręte drogi macierzyństwa lub wyboru „nie bycia mamą”, wcale się od siebie tak bardzo nie różnią. Bo na jednej i drugiej słyszałam o lęku, niepewności, presji, wstydzie, złości i zmęczeniu, ale też o innych kobietach, które były źródłem wstydu.

Puszczam ten tekst dzisiaj w świat z taką cichą nadzieją, że zanim powiemy cokolwiek, zastanowimy się przez chwilę. A jeśli uznamy, że to, co mamy do powiedzenia nic nie wnosi, to wybierzemy milczenie, niż krzywdę i wstyd.

Puszczam ten tekst dzisiaj w świat z taką cichą nadzieją, że będziemy zdobywać się na odwagę, aby mówić o tym, co trudne i mroczne, aby pokazywać siebie takimi, jakimi jesteśmy naprawdę. Z wszystkimi ranami, bliznami i sinikami. Niedoskonałe. Wystarczające.

 

Pin It on Pinterest

Share This